Sherlock Holmes i Spider-man

Jak wspomniałem w poprzednim wpisie, w mojej ocenie jednym z kluczowych zagadnień dla „prawa komiksu”, a także szeroko pojętego prawa kultury popularnej, jest fikcyjny bohater (postać literacka). Bardzo często to bohater jest tym, co przyciąga czytelników czy widzów, to bohater sprzedaje gry i gadżety. To bohater rozbudza wyobraźnię tłumów i łączy w jedną, potężną popkulturową całość książki, komiksy, filmy gry, a nawet musicale. To wreszcie o wielkich bohaterów toczone są wielkie spory, choć – jak dotąd – niekoniecznie w Polsce.

Przykładów nie trzeba szukać daleko – każdy z czytelników bez trudu może spotkać na ulicy (albo nawet we własnym domu) małego chłopca1, który ma bluzę lub plecak ze Spider-manem. Jeśli zastanowić się przez chwilę, dojdziemy do wniosku, że ikoniczny wizerunek tej postaci pochodzi jeszcze z połowy lat sześćdziesiątych. Oznacza to, że chłopiec ten nosi wizerunek bohatera, który rozbudzał wyobraźnię osób z pokolenia jego dziadków, gdy sami jeszcze byli małymi chłopcami (choć znowu nie w Polsce). Co łączy Spider-mana z 1963 roku i Spider-mana z 2014 roku? Można powiedzieć, że – poza ogólnym zarysem historii – niemal nic. Ma ten sam pseudonim, tak samo nazywa się w „cywilnym” życiu, wreszcie – co do zasady – nosi taki sam czerwono-niebieski kostium.

Natomiast z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością możemy założyć, że dzisiejszy chłopiec bawiący się figurką Spider-mana, nie znalazłby dla siebie zupełnie nic w komiksach (czy filmach animowanych), które były kierowane do ludzi z pokolenia jego dziadka. Nie ma w tym nic dziwnego – zmieniły się gusta, estetyka, metody przedstawiania. Dawne komiksy czy filmy nadal cieszą się ochroną prawnoautorską, jednak tym co ma prawdziwą wartość jest właśnie bohater.

Jeszcze lepszym przykładem tego zjawiska jest bohater niezbyt komiksowy (chociaż doczekał się też wersji komiksowych) – Sherlock Holmes. Wystarczy spojrzeć na kilka przykładów (spośród dziesiątek, a pewnie nawet setek) utworów opowiadających o losach słynnego detektywa:

1) Oryginalne historie Arthura Conana Doyle’a, które zdefiniowały postać – genialnego detektywa, rozwiązującego zagadki przede wszystkim dzięki swojej inteligencji i wiedzy, ale także dzięki zdolnościom do gromadzenia informacji i pracy w terenie, a przy tym wszystkim – człowieka uzależnionego od narkotyków;

2) „Bez śladu” – film odwracający klasyczny schemat i czyniący z Sherlocka Holmesa jedynie figuranta prawdziwego geniusza i detektywa, którym okazuje się doktor Watson;

3) Filmy z 2009 i 2011 roku – będące postmodernistyczną wariacją na temat klasycznej postaci detektywa;

4) Wreszcie serial BBC powstający w obecnej dekadzie – przenoszący postać Sherlocka Holmesa we współczesność.

Czym charakteryzują się te cztery historie? Przede wszystkim tym, że nie mają ze sobą niemal nic wspólnego. Film z Michaelem Cainem można jeszcze uznać za rodzaj parodii oryginalnych historii Arthura Conana Doyle’a. Nowsze wersje filmowe natomiast to luźne wariacje na temat nawet nie oryginalnych opowiadań o Sherlocku Holmesie, ale samej jego postaci. Ważny jest Sherlock Holmes, a nie jego śledztwa.

Zresztą można zauważyć, że problem ten dotyczy nie tylko licznych nawiązań do postaci słynnego detektywa – pojawił się on już w czasach oryginalnych opowieści o Holmesie. Gdy Doyle zabił swojego bohatera przy Wodospadzie Reichenbach kończąc tym samym serię poświęconych mu opowiadań, rozwiązanie to nie spotkało się z akceptacją czytelników ani wydawców. W końcu wobec nacisków (i finansowych zachęt) autor zdecydował się na powrót do swojego największego bohatera, najpierw w opowieści z przeszłości (dość przewrotnie ta właśnie historia – „Pies Baskerville’ów” – stała się chyba najbardziej rozpoznawalną spośród przygód Holmesa), a potem bezceremonialnie przywracając go do życia.

Dlaczego Arthur Conan Doyle nie stworzył postaci nowego detektywa, aby osadzić go w kolejnych książkach? Z tej samej przyczyny, dla której autorzy filmów, czy seriali tak chętnie sięgają po tę postać (lub innych rozpoznawalnych detektywów – jak choćby Herculesa Poirot). To bohater, który fascynuje odbiorcę (nawet jeśli ciężko się z nim utożsamiać – budzi w nim emocje i przywiązanie. Dodatkowo postać głównego bohatera wskazuje na typ historii, z jaką czytelnik czy widz będzie mieć do czynienia.

Dlatego właśnie Sherlock Holmes jest czymś znacznie więcej niż jakiekolwiek opowiadanie czy film z jego udziałem – a jako zjawisko kulturowe, jest prawdopodobnie czymś więcej niż suma wszystkich utworów, w których został wykorzystany. To samo dotyczy oczywiście Supermana, Batmana, Dartha Vadera, Asterixa, Myszki Miki czy Jamesa Bonda.

Postać fikcyjna a prawo autorskie

W tym miejscu dochodzimy do kluczowego problemu – skoro w kulturze popularnej tak ogromna jest waga postaci fikcyjnych (a co za tym idzie ich potencjał komercyjny) – musiały pojawić się narzędzia prawne, pozwalające uprawnionym na monopolizowanie tych postaci.

Od razu trzeba zaznaczyć, że praktyka wypracowała cały szereg takich narzędzi (do których powrócę w kolejnych wpisach) – imię oraz wizerunek postaci fikcyjnych są rejestrowane jako znaki towarowe, można też stosować do ich ochrony przepisy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji.

Co ciekawe jednak, postać fikcyjna może też być chroniona przepisami prawa autorskiego. Kwestia ta w zasadzie nie budzi już obecnie wątpliwości. Jako reprezentatywny – na gruncie przepisów polskich – można przywołać chociażby wyrok Sądu Najwyższego z 3 października 2007 roku (sygn. akt II CSK 207/07) Skarżący, tworząc literacką postać fikcyjną prezentowaną w audycjach radiowych, mającą na celu odwzorowanie stereotypu, dokonał wyboru i segregacji charakterystycznych cech zachowań człowieka, uogólnił je i przedstawił jako postać kabaretową w sposób karykaturalny. Oczywiste więc jest, że jest to jego inwencja twórcza o indywidualnym charakterze. Sąd Najwyższy w zacytowanym wyroku w sposób jednoznaczny uznał, że kreacja postaci fikcyjnej może być chroniona przepisami prawa autorskiego – i jest to pogląd, który jest powszechnie przyjmowany.

Co to oznacza? Zgodnie z powołanym poglądem – postać literacka sama w sobie może stanowić utwór, niezależny od utworu, jakim jest konkretna historia, w której została ona osadzona.

Trzeba przyznać, że pogląd ten pokazuje dość daleko idącą ewolucję, jaka dokonała się w zakresie prawa autorskiego.

Spójrzmy na najbardziej klasyczną definicję „utworu” zawartą w art. 2 pkt (1) Konwencji berneńskiej:

Wyrazy „dzieła literackie i artystyczne” obejmują wszelkie utwory literackie, naukowe i artystyczne, bez względu na sposób lub formę ich wyrażenia, jako to: książki, broszury i inne pisma; odczyty, przemówienia, kazania i inne dzieła tego samego rodzaju; dzieła dramatyczne lub dramatyczno-muzyczne; dzieła choreograficzne i pantomimy, których układ sceniczny został ustalony na piśmie lub w inny sposób; utwory muzyczne ze słowami lub bez słów; utwory rysunkowe, malarskie, architektoniczne, rzeźby, utwory rytownicze i litograficzne; ilustracje, mapy geograficzne; plany, szkice i wyroby plastyczne, dotyczące geografji, topografji, architektury lub nauk.

W kontekście tego przepisu, uznanie postaci fikcyjnej za samodzielny utwór stanowi pomysł całkowicie rewolucyjny.

Jeśli przyjrzymy się definicji utworu zawartej w polskiej ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych:

Przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia (utwór).

uzupełnionej dodatkową regułą (w dalszym ciągu fundamentalną dla pojęcia prawa autorskiego):

Ochroną objęty może być wyłącznie sposób wyrażenia; nie są objęte ochroną odkrycia, idee, procedury, metody i zasady działania oraz koncepcje matematyczne.

widać, że jest ona bardziej elastyczna i pojemna niż definicja konwencyjna, niemniej w dalszym ciągu uznanie bohatera literackiego czy komiksowego za odrębny byt prawa autorskiego jest przykładem daleko idącej wykładni tego przepisu.

Nawet przyjmując dodatkowe zastrzeżenia, jakie są czynione wobec uznawania postaci fikcyjnej za utwór, uważam, że koncepcja ta jest tyleż sztuczna, co konieczna. W mojej ocenie koncepcja ta zbliża się mocno do ochrony na gruncie prawa autorskiego idei i pomysłów. Tymczasem musimy pamiętać, że zasada, zgodnie z którą prawo autorskie chroni określoną realizację pomysłu (sposób wyrażenia), a nie sam pomysł (ideę) jest w dalszym ciągu regułą kluczową dla tej dziedziny prawa. Zasada ta jest w praktyce często naginana i interpretowana bardzo elastycznie – niemniej póki co stanowi jeden z fundamentów prawa autorskiego.

Z tej przyczyny uważam koncepcję uznawania postaci fikcyjnych za utwory za nieco sztuczną – nie ma co prawda wątpliwości, że za utwór może być uznany np. charakterystyczny wygląd i strój bohatera, być może także charakterystyczne imię. Ale szczególny zespół cech charakteru, osobowości i fikcyjnej historii postaci? Siłą rzeczy granica między „koncepcją” a „realizacją” staje się w tych przypadkach wyjątkowo umowna.

Z drugiej strony – uważam, że to dobrze, iż sądy oferują tego rodzaju ochronę uprawnionym. Biorąc pod uwagę ewolucję kultury popularnej, bardzo często prawdziwa wartość kryje się nie w konkretnym filmie, książce czy komiksie – ale właśnie w bohaterze czy fikcyjnym świecie, który jest w tych utworach wykreowany. Prawo powinno odpowiadać rzeczywistości i musi ewoluować – zwłaszcza prawo autorskie, które jest wyjątkowo skostniałą dziedziną, w wielu miejscach ciągle tkwiącą w XIX-wiecznych koleinach, podczas gdy rzeczywistość, której dotyczy, zmieniła się znacząco.

Do tematu fikcyjnych postaci będę jeszcze wracać w kolejnych wpisach – poświęconych inspiracji, naśladownictwu, granicy między koncepcją postaci fikcyjnej a postacią fikcyjną chronioną prawem autorskim a także „bohaterom zarejestrowanym” (jako znaki towarowe).

1 albo – jak słusznie zwrócono mi uwagę – dziewczynkę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s