Prawo komiksu

Dziś pierwszy z serii „(po)wakacyjnych” wpisów, do których zainspirował mnie mój udział w charakterze gościa niedawnego konwentu miłośników fantastyki „Avangarda”, gdzie miałem okazję opowiedzieć o kwestii prawnej, którą z pewnym przymrużeniem oka mógłbym określić mianem „prawa komiksu”.

Ten (i kilka kolejnych wpisów) chciałbym poświęcić niektórym znaczącym zjawiskom ze świata kultury popularnej:

1) Opowieści o dwóch nieustraszonych Galach, niewielkim spryciarzu oraz jego potężnym przyjacielu, którzy stawiają czoła niepokonanemu pozornie wrogowi;

2) Historii zakompleksionego nastolatka, który ugryziony przez radioaktywnego pająka, zyskuje nadnaturalne moce i staje się bohaterem;

3) Historii potrafiących ukrywać się pod postacią innych maszyn, inteligentnych robotów, które przynoszą swoją odwieczną wojnę na ziemię;

4) Wreszcie opowieść, która zaczęła się „dawno temu w odległej galaktyce”, ale nie przestała przynosić swoim twórcom milionów dolarów każdego dnia.

Nazwa „prawo komiksu” jest o tyle niedoskonała, że jest nie tylko nieadekwatna prawniczo (trudno uznać „prawo komiksu” za odrębną dziedzinę prawna, czy nawet przypisać do niej jakieś szczególne, charakterystyczne regulacje), jak i nie oddaje w pełni problematyki, jakiej dotyczy. Bardzo podobne problemy dotyczą bowiem – poza komiksami (jednak nie wszystkimi) – także niektórych rodzajów filmów, gadżetów (w tym zabawek, strojów), niektórych książek oraz produktów i publikacji ściśle z nimi powiązanych. Być może określenie „prawo kultury popularnej” byłoby nieco bardziej trafne – ale właśnie tylko „nieco”, gdyż również jego zakres nie byłby idealnie dobrany.

Co jest zatem tak charakterystycznego dla wyodrębnionego w ten sposób „prawa komiksu? Przede wszystkim – to co kluczowe z punktu widzenia uprawnionego, wymyka się tradycyjnie pojmowanemu prawu autorskiemu oraz prawu własności przemysłowej i wymaga stosowania narzędzi przynależnych do różnych gałęzi prawa własności intelektualnej.

Oczywiście można powiedzieć, że samo w sobie nie jest to nic niezwykłego. Dla nikogo nie jest tajemnicą, że tradycyjne prawo własności intelektualnej nieszczególnie dobrze radzi sobie z różnymi zjawiskami współczesnej kultury, techniki, czy gospodarki. Nie jest też niczym niezwykłym to, że klasyczne konstrukcje prawa autorskiego wyewoluowały (często nawet bez formalnych zmian prawa) w taki sposób, że służą dziś zupełnie innym celom, niż było to pierwotnie założone.

Komiks jednakże nie stanowi jakiegoś szczególnego novum – można powiedzieć, że jako utwór, mimo swojej złożonej konstrukcji (obejmującej zarówno elementy graficzne, jak i tekstowe), czy częstego współautorstwa, jest dość typowym utworem, który bez najmniejszego trudu można zmieścić w klasycznym wyliczeniu zawartym w art. 2 pkt (1) Konwencji Berneńskiej o ochronie dzieł literackich i artystycznych Wyrazy „dzieła literackie i artystyczne” obejmują wszelkie utwory literackie, naukowe i artystyczne, bez względu na sposób lub formę ich wyrażenia, jako to: książki, broszury i inne pisma; odczyty, przemówienia, kazania i inne dzieła tego samego rodzaju; dzieła dramatyczne lub dramatyczno-muzyczne; dzieła choreograficzne i pantomimy, których układ sceniczny został ustalony na piśmie lub w inny sposób; utwory muzyczne ze słowami lub bez słów; utwory rysunkowe, malarskie, architektoniczne, rzeźby, utwory rytownicze i litograficzne; ilustracje, mapy geograficzne; plany, szkice i wyroby plastyczne, dotyczące geografji, topografji, architektury lub nauk.

Kiedy spojrzymy na tytuły, o których napisałem na początku, widać między nimi bardzo znaczące różnice:

  • „Asterix” jest najbardziej spójnym z tytułów – na całość składają się seria albumów komiksowych (tworzonych w porównaniu z następnymi tytułami przez dość ograniczone grono twórców), kilka filmów animowanych oraz kilka filmów aktorskich;
  • „Spider-man” to już nieco bardziej skomplikowany przypadek – liczba odrębnych tytułów poświęconych tej postaci jest liczona w dziesiątki; wyszły tysiące odrębnych albumów komiksowych poświęconych tej postaci, powstawały historie alternatywne; główny bohater ma swoje wersje zarówno z przeszłości jak i z przyszłości; do tego należy oczywiście doliczyć filmy i seriale (tak animowane jak i autorskie), autorami historii o Peterze Parkerze byli liczni twórcy na przestrzeni ostatnich pięćdziesięciu lat;
  • „Transformers” to z kolei fikcja, która miała na celu sprzedaż zabawek – temu celowi podporządkowane były zarówno pierwotnie wydawane komiksy oraz filmy (głównie animowane). Z biegiem czasu jednak historie te zyskały na samodzielności, a fikcja stała się może nie równorzędnym, ale znaczącym partnerem dla zabawek;
  • Wreszcie „Gwiezdne Wojny” – tu u podstaw leżał film, wokół którego narósł potężny świat, na który składają się książki, komiksy, opowiadania, kolejne filmy i seriale – oprócz tego potężna maszyneria do kapitalizowania fikcji, w postaci sprzedaży gadżetów, zabawek, strojów, etc. etc.

Co łączy te cztery tytuły (choć raczej należałoby je chyba nazwać „brandami” lub „markami”)? W każdym z tych przypadków mamy do czynienia z fikcją sensu stricte (głównie komiks i film) oraz narosłym wokół biznesem (gadżety, zabawki, imprezy), co stwarza skomplikowaną sytuację prawną, w której wykorzystywane są rozmaite narzędzia.

Jeśli chodzi o część „fikcji” (czy też fabularną) okazuje się, że to, co stanowi esencję prawa autorskiego (czyli konkretny utwór) nie jest w niej najważniejsze. Oczywiście, jest ważne, jest istotne – ale nie kluczowe. Z punktu widzenia Marvela, to nie prawa autorskie do któregokolwiek (z tysięcy) albumów są najważniejsze dla czerpania korzyści z historii o Spider-manie; podobnie w przypadku Lucasfilm i produkcji ze świata Gwiezdnych Wojen. To tylko baza i podstawa – ważna, ale nie dotykająca kluczowego interesu wydawców i producentów – którym jest nie czerpanie korzyści z konkretnego albumu, czy filmu lecz przede wszystkim rozwijanie fikcji, wydawanie kolejnych tytułów, wreszcie, kapitalizowanie jej w formie innych produktów.

Tym, co jest kluczowe z punktu widzenia ochrony opisanych zjawisk jako całości, są elementy leżące na pograniczu koncepcji i idei (które z zasady nie są objęte ochroną prawnoautorską) – a przede wszystkim: konstrukcja konkretnych fikcyjnych światów oraz ich bohaterów. To bowiem oni – Peter Parker, Asterix; Luke Skywalker czy Optimus Prime są jednym z głównych powodów, dla których fani śledzą kolejne tytuły i są gotowi wydawać pieniądze na gadżety, które się z nimi wiążą.

Dlatego właśnie problematykę statusu prawnego postaci fikcyjnej uważam za najważniejszą dla określonego na początku „prawa komiksu” i właśnie jej poświęcę kolejny wpis.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s