Czy linkowanie jest legalne?

Umieszczanie linków jest czymś naturalnym dla większości aktywnych użytkowników internetu. Wielu z nich w ogóle nigdy nie zastanawiało się, czy linkowanie jest legalne. Jednak wielu innych internautów takie wątpliwości miało, o czym świadczą napływające do nas pytania oraz liczne dyskusje na forach internetowych na ten temat. Dnia 13 lutego tego roku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w wyroku w sprawie C‑466/12 uznał, że linkowanie jest co do zasady dozwolone i nie stanowi naruszenia praw autorskich.

Krótko o sprawie, w której zapadł powyższy wyrok Trybunału:

Artykuły prasowe dziennikarzy (powodów w sprawie) zostały opublikowane w dzienniku Göteborgs-Posten oraz na stronie internetowej tej gazety. Retriever Sverige prowadzi stronę internetową udostępniającą jego klientom listę linków, umożliwiających dostęp do artykułów opublikowanych na innych stronach internetowych. Zdaniem powodów, gdy klient klika na jeden z tych linków, nie odnosi wrażenia, by przechodził na inną stronę internetową w celu uzyskania dostępu do interesującego go utworu. Zdaniem pozwanego dla klienta jest oczywiste, że gdy klika na jeden z linków, zostaje odesłany do innej strony internetowej.

Dziennikarze pozwali Retriever Sverige przed sąd w Sztokholmie, żądając zasądzenia odszkodowania za wykorzystywała bez ich zezwolenia niektórych artykułów poprzez udostępnienie ich klientom Retriever Sverige.

Powodowie twierdzili, że Retriever Sverige naruszyła ich wyłączne prawo do udostępniania utworów do publicznej wiadomości, ponieważ dzięki usłudze oferowanej przez stronę internetową Retriever Sverige abonenci mieli mieć dostęp do utworów powodów.

Retriever Sverige twierdził natomiast, że udostępnienie listy linków do dzieł publicznie udostępnionych na innych stronach internetowych nie stanowi działania mogącego naruszyć prawa autorskie oraz że nie dokonał żadnej transmisji chronionego utworu, a jego działanie ograniczało się do wskazania klientom stron internetowych, na których znajdowały się interesujące ich utwory.

Sąd holenderski rozpoznający tę sprawę postanowił zadać Trybunałowi pytania prejudycjalne.

Odpowiadając na te pytania, Trybunał uznał, że udostępnienie utworów za pośrednictwem linku, na który można kliknąć nie prowadzi do udostępnienia tych utworów nowej publiczności. „Publicznością, do której skierowane było bowiem pierwotne udostępnienie, byli wszyscy potencjalni odbiorcy danej strony, ponieważ  –  jako że dostęp do utworów na tej stronie nie był poddany żadnym ograniczeniom – wszyscy internauci mogli mieć do niego wolny dostęp. W tej sytuacji należy stwierdzić, że wszyscy użytkownicy strony, na której sporne utwory były udostępniane za pośrednictwem linków, mogli bezpośrednio dotrzeć do tych utworów na stronie internetowej dziennika, na której były one pierwotnie udostępnione bez potrzeby aktywnego udziału podmiotu zarządzającego tej innej strony internetowej.” Nie mamy więc do czynienia z nową publicznością. Zatem, wobec braku nowej publiczności, nie jest wymagane zezwolenie podmiotów prawa autorskiego na umieszczanie linków.

Takie samo stanowisko Trybunał zajął odnośnie embedowania: „stwierdzenie to nie mogłoby zostać podważone, gdyby okazało się, że gdy internauci klikają na sporny link, ukazuje się utwór, stwarzając wrażenie, że jest wyświetlany ze strony, na której znajduje się ten link, podczas gdy utwór ten pochodzi w rzeczywistości z innej strony. Ta dodatkowa okoliczność nie zmienia bowiem niczego w kwestii wniosku, w myśl którego udostępnienie na stronie internetowej linków, na które można kliknąć, odsyłających do opublikowanych utworów chronionych, ogólnie dostępnych na innej stronie internetowej, skutkuje udostępnieniem użytkownikom pierwszej strony internetowej tego utworu i stanowi w związku z tym publiczne udostępnienie. Jednakże z uwagi na to, że brak jest nowej publiczności, zezwolenie podmiotów prawa autorskiego nie jest wymagane dla takiego publicznego udostępnienia.”

Inaczej przedstawia się sytuacja, gdy dostęp do strony, na której został opublikowany utwór, jest ograniczony. Jeżeli umieszczenie linku do takiego utworu powoduje obejście tych ograniczeń, to internautów, którzy będą mogli zapoznać się w ten sposób z utworem (dzięki linkowi) należy uznać za nową publiczność, a umieszczenie linku za publiczne udostępnianie utworu wymagające zezwolenia uprawnionego: „jest tak w szczególności w przypadku gdy utwór nie pozostaje dłużej do dyspozycji publiczności na stronie internetowej, na której został pierwotnie udostępniony, lub gdy jest on dostępny, ale teraz jedynie dla ograniczonej publiczności, podczas gdy na innej stronie internetowej jest on dostępny bez zezwolenia podmiotów prawa autorskiego.”

Spory o domeny internetowe

Jak wynika z opublikowanych statystyk na dzień 11 marca 2014 roku zostało zarejestrowanych w NASK 2.488.152 domen. Liczba dostępnych nazw domen znacznie się kurczy, co oznacza dużą konkurencję o ”prawo” do określonej nazwy domeny. W prawie polskim nie ma szczególnych regulacji określających zasady rozstrzygania sporu o domenę. W praktyce istnieje natomiast wiele podstaw prawnych umożliwiających kwestionowanie rejestracji domeny. Czy i jaka podstawa prawna będzie mogła znaleźć zastosowanie w konkretnej sprawie zależy od indywidualnego przypadku.

Nazwa domeny może na przykład kolidować ze znakiem towarowym, z oznaczeniem przedsiębiorstwa (nazwą, firmą), z nazwiskiem czy z tytułem prasowym. W związku z tym przy rozstrzyganiu sporu o domenę w grę wchodzić mogą między innymi przepisy: ustawy prawo własności przemysłowej, rozporządzenia Rady WE w sprawie wspólnotowego znaku towarowego, ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, kodeksu cywilnego czy ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

Powód w sporze o domenę internetową musi wykazać naruszenie jego praw.

Przykład:

Powód powołuje się na przysługujące mu prawo ochronne na znak towarowy. Do wygrania sporu nie wystarczy jedynie, aby powód powołał się na fakt rejestracji znaku towarowego oraz na fakt rejestracji przez pozwanego domeny zawierającej w nazwie znak towarowy powoda. Konieczne jest wykazanie, że domena jest używana przez pozwanego w charakterze znaku towarowego i że narusza prawo ochronne powoda na znak towarowy, a w szczególności że zachodzi ryzyko wprowadzenia odbiorców w błąd lub – w przypadku znaku renomowanego – że rejestracja i używanie domeny mogłyby przynieść nienależną korzyść pozwanemu lub być szkodliwe dla odróżniającego charakteru bądź renomy znaku towarowego.

Spór o domenę może zostać poddany rozstrzygnięciu sądu powszechnego lub sądu polubownego (przede wszystkim Sądu polubownego przy PIIT). Zarówno sąd powszechny jak i sąd polubowny będzie rozstrzygał spór w oparciu o obowiązujące przepisy prawa, a nie w oparciu o zasady słuszności w przypadku sąd polubownego.

Postępowanie przed Sądem polubownym przy PIIT jest szybsze oraz mniej sformalizowane niż postępowanie przed sądem powszechnym – jest to postępowanie elektroniczne, a rozprawa odbywa się w wyjątkowych sytuacjach. Przed Sądem polubownym nie można dochodzić innych roszczeń niż roszczenie o stwierdzenie naruszenia przez pozwanego praw powoda w wyniku rejestracji domeny. W szczególności nie można dochodzić roszczeń odszkodowawczych. Przed sądem powszechnym takich ograniczeń nie ma.

W sporze o domenę nie można skutecznie wnosić o „przeniesienie domeny”, ale o stwierdzenie, że pozwany w wyniku zawarcia umowy o utrzymywanie nazwy domeny internetowej naruszył prawa powoda. W przypadku wygrania sporu przez powoda, NASK rozwiąże umowę z pozwanym abonentem i powód będzie mógł zawrzeć umowę o rejestrację spornej domeny.